Doczekałem się czasów, kiedy mogę otwarcie zachęcać i uczyć jak posługiwać się medytacją – to wspaniałe!

Z niekłamanym podziwem obserwuję artykuły w prasie drukowanej, cyfrowej, polskiej i przede wszystkim zagranicznej jak głęboko medytacja, czy jej „zmiękczona” zachodnia nazwa mindfullness zagościła na dobre w artykułach dotyczących nowych modnych trendów, jakie obecnie mają miejsce. Powstają filmy dokumentalne i reportaże o cudownym działaniu medytacji. Po obejrzeniu niektórych doniesień, mimo iż sam medytuję praktycznie bez większych przerw od 1993 roku, i stosuję większą część technik, czasem czuję rodzaj zażenowania i wyczuwam rodzaj lekko fanatycznej euforii. Mając w pamięci lata ’90 kiedy prowadziłem wykłady na tematy związane z medytacją, wiem, jak trzeba było uważać, by nie zostać okrzykniętym szarlatanem czy innowiercą, zwłaszcza u nas, w Polsce. Dzisiejszy stan wiedzy ogólnej w tym temacie buduje mnie. Oczywiście w porównaniu do USA czy Wielkiej Brytanii jesteśmy jako społeczeństwo na początku drogi oswajania się z wciąż nowym tematem. Wytłumaczyć bym się chyba musiał z tego zażenowania. O co mi chodzi? Wiem ile trzeba poświęcić medytacji, czyli sobie, aby doświadczyć jej działania. Nie każdy jest też w stanie odnaleźć w łatwy sposób swoją drogę do medytacji. Oczywiście cały czas mam w głowie, że to ja sam mogę być tak oporny, że zajęło mi to całkiem sporo lat, by odważyć się cokolwiek o tym napisać. Będąc też szczerym, nikt nie zdradził mi żadnej drogi na skróty. Objawienia w ekstazie też nie było. Dlaczego więc drążę temat tyle lat, mimo iż nie był to, zwłaszcza w moich młodzieńczych latach, żaden rodzaj „lepu na dziewczyny czy coś takiego”? Narkotyki stawały się modne, ale nie medytacja, czy jakieś obce religijnie praktyki, zwłaszcza, że nawet o te „nasze”, lokalne, też trzeba było walczyć (czasy PRL). Więc czasami, ale tylko czasami, kiedy słucham osoby, która dopiero spróbowała medytacji i eksploduje ekstazą, po prostu nie wiem co myśleć i troszkę dziwnie się czuję. Może kiedyś się dowiem dlaczego. Może już nigdy.

Pośród różnych opcji z jakimi możemy się zetknąć chciałbym zwrócić uwagę na poniższe rodzaje medytacji, które stosuję i którym osobiście się poświęcam.

Medytacja odwołań – kiedy masz takie momenty życia lub miejsca, które cię leczą, do których chcesz wracać kiedy czujesz się po prostu źle.

Medytacja biała – wtedy kiedy przez jakiś czas chcemy się poczuć jak biała kartka, kiedy chcemy wyczyścić pole naszego umysłu, oczyścić przestrzeń, zrobić miejsce, dla przyszłych myśli nowych możliwości.

Medytacja koncentracji – kiedy czujemy jakieś rozbicie, chcemy zebrać się w garść

Medytacja oddechowa – kiedy chcemy poczuć siebie i pobyć bliżej siebie. Schować myśli i zrelaksować umysł i ciało oddechem

Mantra medytacja – kiedy pragniemy wejść głębiej poprzez wibrację dźwiękową (głównie mantry w sanskrycie), która jako wibracja jednocześnie dotyka naszego ciała poprzez oddziaływanie na tkanki, ale również na ducha budząc wyższą świadomość.

Joga nidra – kiedy chcesz wykorzystać swoje twórcze pokłady do pracy z podświadomością lub poszerzyć przestrzeń własnej myśli i jej kontroli.